Czwartek, 22 kwietnia 2021, Leona, Kai, Heliodora

Ukraińskie zwyczaje wigilijne

Za kilka dni usiądziemy do wigilijnych stołów. Osoby wyznania prawosławnego będą celebrować najbardziej rodzinne święta w roku, trochę później. Podczas gdy  6 stycznia katolicy obchodzą Uroczystość Objawienia Pańskiego nazywaną Świętem Trzech Króli, nasi wschodni sąsiedzi przygotowują się do Wigilii. „Swiatyj Weczir” „Bahatyj Weczir”, „Bahata Kutia”,  to tylko niektóre nazwy określające tę świąteczną noc. 

Pewne obrzędy nie różnią się od polskich. Jak na przykład ten, by zgodnie z tradycją zasiadać do stołu, gdy na niebie pojawi się pierwsza gwiazda. Katolicy zaczynają Wigilię od dzielenia się opłatkiem, który u prawosławnych zastępuje prosfora  - poświęcony w cerkwi przaśny chlebek. Po wieczerzy niektórzy udają się na specjalne nabożeństwo – tzw. Wełyke Poweczirja. Inne z wigilijnych zwyczajów Ukraińców są zaledwie podobne naszym.  Oto jak niektóre z nich zachowały się w pamięci Jarosławy Chrunik:

„Zima. Dokoła bieli się śnieg. Mróz niby pędzlem pomalował okna. Drzewa obsypane są szronem i oblepione śniegiem. Nieruchome, białe, jakby kryształowe, stoją jak w bajce. I mienią się jak brylanty w pierwszych promieniach styczniowego słońca. Ranek. Nad każdą chatą wzbija się w górę dym. Jest cicho. Wydaje się, że wieś jeszcze śpi – na ulicach nie ma nikogo. Jednak w każdej chacie od dawna kipi robota...”

Tak rozpoczyna opis ukraińskiej Wigilii Ołeksa Woropaj w książce „Zwyczaje naszego narodu”, a w mojej wyobraźni ożywają takie właśnie wspomnienia z wczesnych lat dziecięcych. Budzę się jeszcze przed wschodem słońca, ale w kaflowej kuchni od dawna już wesoło tańczą płomienie, trzaskają iskry, na płycie stoją różne garnki (i duże, i małe) a mama w skupieniu wykonuje każdą czynność po kolei – jak rytuał.

 Do wigilijnego stołu zasiądziemy wieczorem, ale ten ostatni akord przygotowania do Wigilii zaczyna się już o świcie. Wszystkie porządki zostały zrobione wcześniej, dziś – tylko kuchnia. Trzeba przygotować dwanaście potraw, wszystkie postne, nie będzie nawet nabiału. Wigilijny stół to takie swoiste sprawozdanie Panu Bogu z tego, co udało się wypracować i zebrać z pola w tym roku. Tylko ryby są z rzeki, a grzyby z lasu, ale to też blisko pola. To przecież Pan Bóg dba o to, żeby ziemia obrodziła i żeby człowiek nie był głodny, a Wigilia jest takim właśnie dniem, gdy wszyscy dziękują Mu za obfitość plonów.

W tym magicznym dniu każda rodzina na wszelkie sposoby stara się stworzyć obraz bogactwa, szczęścia i harmonii w swoim domu. Główną rolę odgrywa gospodyni, która myśli o Wigilii na długo przed tym, zanim ona nadejdzie. Dziś wszystko ma być ugotowane na „nowym ogniu”, a żeby tak się stało, to dwanaście polan powinno się suszyć przez ostatnich dwanaście dni za piecem. Również przez ostatnie dwanaście dni pod ikonami leżało krzesiwo i krzemień do wykrzesania „nowego ognia”. Oczywiście, moja mama już tak nie robiła; wszyscy w owym czasie używali zapałek, ale symbol w pamięci pozostał. Bo Wigilia oddziela stare od nowego. Przecież dzisiaj sam Bóg schodzi na ziemię, między ludzi. A dla gości szykuje się wszystko, co najlepsze, stół musi być bogaty.

Wieczorem na stole, przykrytym białym obrusem, pod którym mama położy trochę siana, znajdzie się dwanaście potraw. Będzie to z pewnością kutia, barszcz czerwony, gołąbki z ziemniakami i kaszą gryczaną, kapusta z fasolą, pierogi z kapustą, sos grzybowo-czosnkowy, ryby w kilku postaciach, kompot z suszonych owoców. Jestem mała, więc przede wszystkim obserwuję i w pewnej chwili zaczynam rozumieć to skupienie na twarzy mojej mamy: krzątając się w kuchni mama się modli. Co pewien czas robi na sobie znak krzyża i bezgłośnie wypowiada słowa modlitwy. Bo dzisiaj zło jest szczególnie podstępne i tylko ciągły kontakt z Bogiem może nas uchronić przed jego zgubnym działaniem.

W czasie, gdy gospodyni wyczarowuje pachnące, smakowite potrawy, gospodarz robi ostatni obchód gospodarstwa. Wszystko ma być gotowe do powitania świąt. Zwierzęta domowe mają mieć czysto, wygodnie, muszą być nakarmione i napojone. Ścieżki muszą być oczyszczone ze śniegu, który i tak niespiesznie, ale jednostajnie opada na przykryte puchową kołdrą pola, dachy chat, drzewa, ulice… Fascynującym zajęciem dla dziecka jest obserwowanie spadających śnieżynek na ziemię. Gospodarz sprawdza, czy już wszystko jest jak być powinno – tego dnia wszystko musi być w domu i na swoim miejscu, nic nie może być gdzieś pożyczone czy zapomniane.

Wszyscy domownicy też powinni być tego dnia w domu. Jeśli tak się nie stanie, to ten, który nie dotarł do domu przez cały nadchodzący rok będzie tułał się po świecie. Nie wolno tego dnia się kłócić, dobrze jest natomiast do Wigilii pogodzić się z każdym, z kim nie miało się najlepszych relacji.

W tym magicznym dniu można załatwić wiele spraw i zapewnić sobie pomyślność i spokój na cały nadchodzący rok. Oby tylko o niczym nie zapomnieć! Mądrość ludowa na wszystko zawsze znajdzie sposób. Gospodyni zazwyczaj wie, kto nie życzy jej dobrze, kto plotkuje za jej plecami, więc dzisiaj ma szansę policzyć się z takimi „życzliwymi”. Bierze długi sznurek i zawiązuje na nim tyle węzełków, ilu ma „wrogów”. Gdy wieczorem będzie siadała do stołu, usiądzie właśnie na tym sznurku, szepcząc: „Jak milczy ten sznurek, tak niech milczą moi wrogowie!”.

I tak przy całodziennej krzątaninie nadchodzi wieczór, tak bardzo już przez wszystkich oczekiwany (bo przecież dzisiaj obowiązuje ścisły post, nikt nie jadł niczego aż do teraz; no, może tylko dzieci co nieco, bo im trudno jest pościć). Jako że Ukraińcy są narodem rolniczym, to szacunek dla pola przejawia się na każdym kroku.

 Gdy słońce chyli się ku zachodowi, gospodarz wnosi do domu snop zboża. Jest to tak zwany „diduch” - symbol urodzaju. Głowa rodziny składa wszystkim życzenia i stawia „diducha” na honorowym miejscu, pod ikonami. Znowu wychodzi i tym razem przynosi dwie wiązki - słomy i siana. Słomę rozsypuje na podłodze (co symbolizuje stajenkę ,w której na świat przyszedł Jezus). Siano natomiast dzieli na dwie nierówne części, z których większą kładzie pod stół, a mniejsza znajdzie się na stole pod obrusem. Pod stół kładzie też różne metalowe przedmioty, na przykład łańcuch i lemiesz. Dzieci dotykają metalu bosymi stopami – „żeby nogi były twarde jak żelazo”.

Potem wraz z żoną biorą świeżo upieczony świąteczny chleb, miód i mak i obchodzą całe gospodarstwo. Przed drzwiami obory kobieta rozsypuje mak. Wiedźmy bardzo go lubią, nie potrafią mu się oprzeć, więc jak się będą miały zamiary wejść do obory, żeby „zabrać krowom mleko”, to najpierw będą chciały wyzbierać mak do ostatniego ziarenka. Zajmie im to całą noc, a o świcie, wraz z pierwszym promieniem słońca, wiedźmy tracą swoją moc i w ten sposób mleko zostaje uratowane.

W domu gospodyni kładzie na stole, na każdym jego rogu po główce czosnku - „żeby złe moce odpędzić”.

 

 

© 2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.