Niedziela, 22 września 2019, Maurycego, Tomasza, Joachima

Teresa i Władysław Kałudzińscy

Z Zabrza do Olsztyna

 

Na dwóch osiedlach Spółdzielni Mieszkaniowej „Pojezierze” mieszka blisko 30 tysięcy osób. Jak to w Olszynie, są tu ludzie zewsząd - nieliczni już kresowiacy, którzy po wojnie przybyli z dawnych terenów Rzeczypospolitej, a obok nich przybysze dosłownie z całej Polski, z tej bliższej i dalszej. Na przykład z Kurpiów i ze Śląska. Niektórzy związali z tą dzielnicą, jak to się mówi, całe swoje życie.

Pani Teresa Kałudzińska przyjechała na Warmię i Mazury ze Śląska, a dokładnie z Zabrza. Było to w 1968 roku. Nie od razu trafiła do Olsztyna. Na początek wylądowała w Piszu, u cioci. Zaczęła pracować jako referentka w sekretariacie Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej. Zgrabna, ładna dziewczyna o sympatycznej buzi i pięknych, długich włosach przyciągała niejedno męskie spojrzenie. Ale ze swoim przyszłym mężem, Władysławem, poznała się najpierw „na słuch”, czyli telefonicznie. Poderwanie ładnej Ślązaczki nie było łatwe. Nieźle się musiał pan Władek nabiegać. W końcu udało się i poprowadził ukochaną do ołtarza.

Po ślubie, w 1971 roku, młoda para osiedliła się w Olsztynie. Najpierw na Jagiellońskiej, w pokoiku na poddaszu, skąd aby zobaczyć kawałek świata trzeba było stawać na krzesełku, bo okno było za wysoko. Dach był lichy i kiedy padało trzeba było podstawiać miski i wiadra. Po roku uśmiechnęło się do nich szczęście. Dostali mieszkanie, nowiutkie, w świeżo wybudowanym czteropiętrowym domu  przy ulicy XX-lecia numer 10, obecnie Kardynała. Wyszyńskiego. Dwa pokoiki z kuchnią i łazienką. Wprawdzie było to na końcu świata, wśród pól i mokradeł, a z okien  widać było jeszcze pasące się krowy, ale radość była ogromna. Tam, już z małym Wojtkiem i Krzysiem przeżyli słynną zimę stulecia, w 1979 roku. Jak dziś pamięta zimne kaloryfery, przerwy w dostawie prądu. Ubrani we wszystko co najcieplejsze siedzieli z synami, okutani jeszcze w kołdry i  koce, na wersalce, a mąż tylko dostarczał z kuchni gorącą herbatę. W tym domu spędzili siedem lat. 

Po kilku latach kolejna przeprowadzka. Otrzymali ładne trzypokojowe mieszkanie przy ówczesnej ulicy Kaliningradzkiej, obecnie Dworcowej, niedaleko hali „Urania” i pawilonu „Społem”. Mieszkają w nim do dzisiaj. Tu przeżyli gorący czas ”Solidarności” i stan wojenny. Ciężkim doświadczeniem dla Pani Teresy było aresztowanie męża. Za działalność opozycyjną przesiedział najpierw w Zakładzie Karnym  w Iławie, a później w Kwidzynie. Dzisiaj pan Władysław jest prezesem Stowarzyszenia „Pro Patria” skupiającego osoby represjonowane w stanie wojennym. Z jego inicjatywy na Placu Solidarności powstał Pomnik Wolności Ojczyzny, przy którym odbywają się uroczystości patriotyczne z okazji Świąt Narodowych. Obydwoje angażują się w ważne inicjatywy społeczne. Zawsze mogą na nich liczyć przyjaciele z dawnej „Solidarności”. Warto wiedzieć, że  „Pro Patria” funduje  licealistom stypendia im. Marcina Antonowicza. Za te oraz inne inicjatywy państwo Kałudzińscy zostali niedawno uhonorowani doroczną nagrodą Kapituły Wielkiego Serca przyznawaną ludziom wyróżniającym się działalnością charytatywną i społeczną.

W domu państwa Kałudzińskich panuje przemiła atmosfera. Jest ładnie i przytulnie. Pachną drożdżowe bułeczki z konfiturą z dzikiej róży.  Na małym balkonie można podziwiać kompozycję złożoną z niewielkich iglaków i oryginalnych roślin. Ogrodnictwo to pasja obojga małżonków, której oddają się na działce, niedaleko - na osiedlu Mazurskim. Od początku starali się razem z sąsiadami upiększyć również otoczenie domu sadząc drzewka i krzewy. Teraz aż miło wyjść letnim wieczorem na balkonik i odświeżyć się wdychając powietrze pachnące zielenią, popatrzeć na piękne świerki i modrzewie. Parę lat temu pani Teresa przeżyła historię z parką dzikich gołębi, które zorganizowały siedlisko na jej przyjaznym dla ptaków balkonie. Młoda parka wysiadywała jajeczka złożone w karmniku. Pora nie była  ku  temu najlepsza, bo właśnie robotnicy zabierali się do stawiania rusztowań i chcieli, żeby opróżnić balkony. Pani Teresa uprosiła ich, żeby dali jeszcze parę dni spokoju jej gołąbkom. Powiedzieli, że tylko przez najbliższy weekend. Jakie było ich zdziwienie, kiedy rzeczywiście zaraz po weekendzie gołębie wyniosły się wraz ze swym świeżo powitym potomstwem, jakby przeczuwając, że lada moment zacznie się tu remont.

 

Na zdjęciu Pomnik Wolności Ojczyzny wzniesiony dzięki inicjatywie Władysława Kałudzińskiego i „Pro Patrii”

Pomnik Wolności Ojczyzny

© 2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.