Środa, 14 listopada 2018, Rogera, Serafina, Agaty

Nadzieja w disco polo

 

Nasi artyści z zarządu dróg miejskich (pełnej nazwy nie pomnę, tak często ulegała zmianom) dbają, aby chodniki nasze powszednie nadmiernie nie nudziły użytkowników, bardzo troszczą się o różnorodność. Ta wyrafinowana troska o mieszkańców grodu nad Łyną wynika z olsztyńskiego patentu na modernizację dróg pieszych – pisze nasz felietonista. Zapraszamy do lektury tych lekko prześmiewczych, choć i gorzkawych refleksji, które jak w krzywym zwierciadle odbijają olsztyńską rzeczywistość.

Dziś pragnę pochwalić biurokrację, wprawdzie pisać będę o naszej przaśnej lokalnej, ostatnio bardzo na topie – mowa o samorządzie.

Nasz najbliższy samorząd rezyduje w olsztyńskim ratuszu i nosi oficjalne miano „Gmina Olsztyn”. Uosobieniem samorządu olsztyńskiego są rajcy miejscy. Najgłówniejszym urzędnikiem gminnym jest wybierany w wyborach bezpośrednich prezydent miasta. Mówimy „Prezydent Olsztyna” a w domyśle „tramwaje”, parafrazując trochę już zapomnianego poetę, piewcę rewolucji bolszewickiej. Muszę jednak rozczarować czytelnika, tym razem nie będzie o olsztyńskich tramwajach. Dla ścisłości, według ostatnich doniesień mediów lokalnych, będą nowe tramwaje wyprodukowane w turystycznej mekce Polaków – Turcji. Tramwaje wprawdzie będą, ale los nowych torów dla nich jest mocno niepewny. Zapewne, dlatego obecny prezydent ponownie startuje w wyborach. Inny włodarz miasta może nie mieć sentymentu do dzieła życia miłościwie nam panującego Pana Prezydenta i pogrzebać tramwajowe marzenia.

         Żeby nie było, osobiście nie jestem przeciwnikiem tramwajów, jako takich. Przyznam się nawet, że te nasze ładne są, wkomponowane w ideę zielonego miasta, pięknie wyglądają na fotografiach, powiem wprost są bardzo fotogeniczne. Tramwaje mi nie przeszkadzają, przeszkadza natomiast szare otoczenie. Nieprzypadkowo napisałem „szare” - mam na myśli szare z reguły chodniki. Otóż każdą ekscytującą podróż limonkowym tramwajem trzeba poprzedzić „per pedes” wykorzystując w tym celu zwyczajne chodniki. Napisałem „zwyczajne” a przecież nasze trotuary zwyczajne nie są. To prawdziwe dzieła sztuki – płytki betonowe przypominają układankę puzzli, w dodatku fragmenty chodnika rozrzucane są w artystycznym nieładzie, nie poddają się dyktatowi płaszczyzny, wystając, to powyżej to znów poniżej poziomu chodnika.

         Nasi artyści z zarządu dróg miejskich (pełnej nazwy nie pomnę, tak często ulegała zmianom) dbają, aby chodniki nasze powszednie nadmiernie nie nudziły użytkowników, bardzo troszczą się o różnorodność. Ta wyrafinowana troska o mieszkańców grodu nad Łyną wynika z olsztyńskiego patentu na modernizację dróg pieszych. Patent ten jest cudowny w swojej prostocie – polega na remoncie chodników małymi odcinkami w wielu miejscach miasta naraz. Tak od kilku lat remontowane są miejskie chodniki przy ul. Pana Tadeusza. Nowy polbruk zaczyna się i kończy w dosyć niespodziewanych miejscach. Podobnie na ulicy Kołobrzeskiej. Pan Prezydent pisemnie obiecał wykonanie nowej nawierzchni chodnika od biurowca Spółdzielni Mieszkaniowej „Pojezierze” do ulicy Głowackiego – wykonanie to około 60 metrów nowej nawierzchni! Takich przykładów radosnej twórczości chodnikowej każdy mieszkaniec sam znajdzie w bliższej i dalszej okolicy bez liku.

         Rozpisałem się o chodnikach, ale proszę o wybaczenie, każdy z nas jest zawsze pieszym. Wielu oprócz tego należy do społeczności kierowców, nieliczni bywają klientami tramwajów. Skupiłem się na niedoli pieszych, a przecież najgłośniejszą grupą kontestującą prezydenckie tramwaje są właśnie kierowcy. Zupełnie tego nie rozumiem, podobno tramwaje to zawalidrogi, które dzięki zmyślnemu systemowi inwigilacji wizyjnej (setki kamer na ulicach) włączają czerwone światła dla kierowców. Ja, gdy występuję w roli kierowcy samochodu tak planuję trasę przejazdu, aby z daleka omijać torowiska. Wprawdzie nadkładam drogi, ale to już „drobiazg”.

         Jednak byłbym niesprawiedliwy, gdybym ciągle wybrzydzał na poczynania ratuszowych urzędników. Ostatnio zrywając z zasadą minimalizmu – poszli na całość. O co chodzi – już wyjaśniam. Przelotowa (pełniąca funkcję obwodnicy w środku miasta) ulica Obrońców Tobruku wyposażona jest z jednej strony w chodnik dla pieszych (wąski) i obok w ścieżkę rowerową (szeroką). Tak było od lat kilkunastu, z drugiej strony chodnika brak, pieszych tu niewielu, obok same nieużytki. Ostatnio na teren pozbawiony chodnika wkroczyli robotnicy, wjechały ciężkie maszyny, zaczęła się budowa. Co też takiego w upalnym letnim słońcu tworzone jest na ratuszowe zlecenie? Nigdy bym nie zgadł, gdyby nieoceniona gazeta lokalna. Buduje się drugą ścieżkę rowerową, przypominam jedna już obok istnieje. Wdzięczni będą mieszkańcy pobliskiego osiedla Mleczna, gdzie chodniki przy ul. Iwaszkiewicza również modernizowane są wspomnianą metodą „małymi kroczkami”.

         Ja jednak bardzo chwalę pierwszego urzędnika olsztyńskiego samorządu. Wdraża on do praktyki zarządzania miastem eksperymentalne, gdzie indziej niestosowane metody. Efekty tych eksperymentów dostrzegamy nieustannie, wnikliwie wpatrując się w olsztyńskie chodniki. Przechodzień, który niebacznie zlekceważył podziwianie trotuaru i podniósł wzrok wyżej, już nigdy więcej takiego błędu nie popełni.

         Przed laty funkcjonowało pojęcie „piosenka chodnikowa”, po latach muzyka ta awansowała do szlachetnego „disco – polo”, z pewnością doczekamy również czasów, gdy nasze olsztyńskie chodniki i drogi wyszlachetnieją.

 

Roman Chodor

Wiceprezes ds. eksploatacji

© 2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.