Wtorek, 23 października 2018, Marleny, Seweryna, Odylii

Jak to się zaczęło, czyli początek "Pojezierza"

Historia spółdzielczości jest starsza niż historia „Pojezierza”. Poza tym ruch spółdzielczy to nie tylko mieszkalnictwo. Zorganizowana spółdzielczość powstała w Europie w połowie XIX wieku, jako wsparcie i ochrona uboższych grup społecznych przed negatywnymi skutkami rozwijającego się kapitalizmu.

Za pierwszą spółdzielnię uważa się powstałą w 1844 r. w Anglii spółdzielnię spożywców „Roczdelskie Stowarzyszenie Sprawiedliwych Pionierów”. W Polsce prekursorem spółdzielczości był Stanisław Staszic założyciel „Hrubieszowskiego Towarzystwa Rolniczego Ratowania się Wspólnie w Nieszczęściach”. W krótkim czasie niemal we wszystkich krajach europejskich, a nawet na innych kontynentach zaczęły powstawać różne typy spółdzielni: rolnicze, spożywców, pracy, oszczędnościowo-kredytowe, mieszkaniowe. W 1895 roku został założony istniejący do dziś Międzynarodowy Związek Spółdzielców, jedna z najstarszych na świecie organizacji pozarządowych, która skupia miliard spółdzielców.

Pierwsze spółdzielnie mieszkaniowe na ziemiach polskich powstały już XIX wieku w Poznaniu i Bydgoszczy. Intensywny rozwój spółdzielczości nastąpił po odzyskaniu przez nasz kraj niepodległość. Polska ustawa o spółdzielniach z 1920 roku była uważana za jedną z najlepszych i najnowocześniejszych w ówczesnej Europie. Szacuje się, że co piąty obywatel II RP był członkiem jakiejś spółdzielni. Ten dynamiczny rozwój spółdzielczości przerwał wybuch II wojny światowej.

Powojenna rzeczywistość socjalistycznego państwa koncentrowała się na gospodarce państwowej i centralnym zarządzaniu. Narastające niepokoje społeczne oraz potężny głód mieszkań w odbudowującym się ze zniszczeń wojennych kraju sprawił, że władze przychylniej zerkały w stronę znanej sprzed wojny spółdzielczości mieszkaniowej. Ostatecznie dano jej zielone światło w nadziei na pobudzenie budownictwa. Na odzew nie trzeba było długo czekać. W 1957 roku powstała w Warszawie pierwsza powojenna spółdzielnia mieszkaniowa „Osiedle Młodych”. Niebawem w kraju zaczęły wyrastać następne, w tym „Pojezierze” w Olsztynie.                              

Olsztyn, podobnie jak i inne miasta borykał się z problemem braku mieszkań. Na przydział lokalu komunalnego czekało się wiele lat, a do Olsztyna wciąż napływali nowi mieszkańcy w poszukiwaniu pracy i miejsca do życia w tym dawnym poniemieckim mieście. Do Olsztyna przyjechał też Mieczysław Mroczkowski pierwszy prezes i współzałożyciel spółdzielni „Pojezierze”.

W jego wspomnieniach zawartych w broszurce wydanej na XX jubileusz spółdzielni czytamy:

W roku 1957 przyjechałem przypadkowo do Olsztyna i spotkałem kolegów, którzy tu pracowali, ale nie mieli gdzie mieszkać. W rozmowach powstała idea utworzenia spółdzielni, dzięki której można byłoby dojść do własnego mieszkania. Na pierwsze zebranie założycielskie przybyło czterdzieści jeden osób, ale gdy powiedzieliśmy, że otrzymanie mieszkania spółdzielczego uzależnione jest od wniesienia określonego wkładu pieniężnego, na drugie przyszło tylko jedenastu chętnych.      

Zebranie założycielskie odbyło się 23 września 1957 roku. Wybrano na nim pierwszy zarząd spółdzielni w składzie: prezes Mieczysław Mroczkowski, zastępca Czesław Rosiński i księgowy Eugeniusz Dziadak. Powołano również radę nadzorczą, do której weszli: Stefan Łuniewski, jako przewodniczący oraz Janusz Goszczyński, Waldemar Roszkowski, Jerzy Wołejko, Stanisław Pawlicki. 14 grudnia tego samego roku w Sądzie Powiatowym w Olsztynie zarejestrowany został statut spółdzielni pod numerem I RS VIII-721. Data ta formalnie rozpoczyna okres funkcjonowania spółdzielni „Pojezierze”, która była pierwszym spółdzielczym zrzeszeniem nie tylko w Olsztynie, ale i na Warmii i Mazurach.

Miesiąc później, 14 stycznia 1958 roku, MSM „Pojezierze” została przyjęta w poczet członków Związku Spółdzielni Mieszkaniowych. Rozstrzygnięto też jej nazwę. – Ktoś proponował „Danusię”, bo miał narzeczoną o tym imieniu. Ja miałem trzy propozycje. W rejonie tym rosły dzikie róże – a więc „Różane” albo „Różan”, było wiele żab – a więc „Żabin” czy „Żabiniec”, ale były tu też dwa jeziora, nad które często chodziłem łowić karasie. Pomyślałem, że niedługo będzie po jeziorze, bo tu wyrosną domy. Do tego jeszcze Pojezierze Mazurskie i już nazwa była gotowa - „Pojezierze”. A ponieważ w spółdzielni byli młodzi ludzie nazwaliśmy ją „Młodzieżowa”- czytamy we wspomnieniach prezesa Mroczkowskiego. Dalej dowiadujemy się z nich, że pierwsze miesiące działalności spółdzielni były dość trudne. Prócz entuzjazmu i niezłomnej woli umożliwienia olsztyniakom zdobycia własnego dachu nad głową, założyciele nie mieli wiele więcej. – Miasto dawało nam do wyboru kilka lokalizacji przyszłego osiedla, m.in. przy ul. Jagiellońskiej, dzisiejszej Sybiraków i Kołobrzeskiej. Wybraliśmy tę ostatnią. Chcieliśmy budować, nie brakło inicjatywy i chęci, nie stało, drobnostka – pieniędzy. Fundusze 11 członków, jakimi wówczas dysponowaliśmy, nie wystarczyłyby nawet na jeden blok, nie mówiąc o pięciu, które planowaliśmy. I wtedy przyszły nam z pomocą władze wojewódzkie i miejskie Olsztyna sprzedając spółdzielni dwa domy przy ul. Kopernika 10 i 12. Tam zamieszkali pierwsi członkowie.

 Jednak zasiedlanie odkupionych budynków, nie stanowiło jedynego celu, dla którego została założona spółdzielnia. „Pojezierze” chciało budować swoje bloki. Brak pieniędzy powodował, że zanim zaczęto budowę, wiele prac wykonywano społecznie – od projektów wstępnych, po badania geologicznie.

Mieczysław Mroczkowski kilkukrotnie jeździł do Warszawy, skąd przywoził typowe projekty budynków mieszkalnych, w oparciu o które ustalono jakie bloki będą budowane w Olsztynie. Kolejną przeszkodą do pokonania było zdobycie wykonawcy robót, bowiem żadne z „szanujących się” przedsiębiorstw nie chciało rozmawiać z nowopowstałą spółdzielnią. Jednak entuzjazm założycieli pomógł pokonać i te przeszkody na drodze do realizacji planu.          

      

    8 listopada 1958 roku na przekazanym przez miasto placu przy ulicy Kołobrzeskiej, odbyło się wmurowanie kamienia węgielnego pod osiedle MSM „Pojezierze”, na którym miało zamieszkać dwa tysiące osób. – I tak doczekaliśmy się uroczystego momentu wmurowania aktu erekcyjnego pod pierwszy budynek. W akcie między innymi napisaliśmy, że w grodzie Olsztynie narodziło się dziecię płci nijakiej, które zamierza się rozrosnąć ku chwale miasta – pisał we wspomnieniach nieżyjący już pierwszy prezes i współzałożyciel spółdzielni. Mieczysław Mroczkowski zmarł 8 maja 2016 roku w wieku 91 lat.

      Sześć miesięcy od chwili założenia spółdzielni rozpoczęto przy Kołobrzeskiej budowę pierwszego budynku. Miał dwa piętra i był oznaczony literą „E”. Wznoszono go tuż za „ubowskimi” blokami przy ulicy Dworcowej, praktycznie pośród pól, krzewów dzikich róż i niewielkich jeziorek, po których nie ma już śladu. Inwestycja budziła żywe zainteresowanie wielu olsztyńskich instytucji i przedsiębiorstw. Niektóre z nich udzielały pracownikom korzystnych pożyczek, jeśli brakowało im pieniędzy, by zdobyć spółdzielcze mieszkanie. Bowiem na własne „M” trzeba było mieć 20 tys. zł. Tyle wynosił obowiązkowy wkład, który należało wpłacić w ciągu dwóch lat. Nowopowstającą inwestycją przy Kołobrzeskiej „E”, żywo interesowała się też lokalna prasa, która na bieżąco relacjonowała postęp prac na budowie. I tak w „Głosie Olsztyńskim” z lipca 1959 roku czytamy: Mimo pewnych trudności w uzyskaniu kaloryferów i kotłów centralnego ogrzewania termin oddania budynku do użytku, zostanie zdaniem dyrektora dotrzymany. Dziennikarz odnotował także i taką innowację: Mieszkania mogą zostać wymalowane według gustu. Zainteresowani będą to uzgadniać z kierownikiem budowy. Również podłogi w kuchniach zgodnie z obietnicą będą plastykowe. Dodatkowo postarano się również o poręcze plastykowe, które sprowadzono z odległego Wąbrzeźna.  

         W styczniu 1960 roku do pierwszego wzniesionego przez spółdzielnię budynku, który dziś oznaczony jest, jako Dworcowa 13, wprowadza się prawie trzydzieści rodzin. Wśród nich młode małżeństwo - Henryka i Witold Jasińscy, którzy mieszkają w nim do dziś. Mówią, że zestarzeli się razem ze spółdzielnią i wciąż mają w pamięci tamte emocje, gdy odbierali klucze od wymarzonego „M”, na które składały się dwa pokoje z kuchnią. – Przychodziliśmy, co jakiś czas oglądać, jak ten dom się buduje, tak nas to ekscytowało. A wprowadziliśmy się od razu w styczniu 1960 roku jak tylko blok oddali, zwłaszcza, że nie mieliśmy dużo majątku. Szafa, tapczan, stolik, ot i wszystko. I tak zostaliśmy na tych 48 metrach, a dzieci poszły w świat – mówi Henryka Jasińska.  

         Do Olsztyna przyjechali z Podlasia. Najpierw Witold na studia w ówczesnej Wyższej Szkole Rolniczej, później Henryka. Para pobrała się w 1956 roku i zamieszkała w jednym pokoiku w Kortowie. Tam też urodził się ich syn. Potrzebne było większe mieszkanie. – W prasie ukazała się notatka, że powstaje spółdzielnia mieszkaniowa, którą założyli młodzi ludzie. Zapisaliśmy się do niej, wpłaciliśmy wkład i od razu rozpoczęła się budowa tego bloku. Tak, rzeczywiście można było wybrać kolor ścian – wspomina Witold Jasiński. – Myśmy się zdecydowali na kremowy i taki mamy do dziś. W kuchni też były nowoczesne płytki PCV, ale nie było gazu. Zaś w łazienkach mieliśmy takie duże kolumnowe piecyki na węgiel, które podgrzewały wodę.

Przed sześćdziesięcioma laty okolice ulicy Dworcowej wyglądały zupełnie inaczej niż dziś. Niektórych miejsc nie sposób rozpoznać na zdjęciach. Jedno z nich zrobił Witold Jasiński z balkonu swojego mieszkania. Widać na nim alejki, budkę telefoniczną i ledwo wystające z ziemi modrzewie. Dziś to potężne drzewa, wyższe niż okoliczne budynki.

Gdy się wprowadziliśmy pamiętam, że wokół rosło żyto i pasły się krowy. Tu gdzie teraz jest Świtezianki i Pana Tadeusza mieszkał jeden gospodarz. Chodziliśmy do niego kupować mleko i jajka. Jednak te pierwsze lata mieszkania tu najbardziej kojarzą mi się z błotem. To było coś strasznego, gdy osiedle powstawało. Przy naszym domu był wjazd dla ciężarówek, więc ciągle było strasznie brudno, a my brnęliśmy po kostki w tym błocie -opowiada Henryka Jasińska.                      

W maju 1959 roku rozpoczęto budowę dwóch dalszych budynków przy Kołobrzeskiej. Jak informował entuzjastycznie „Głos Olsztyński” 3 sierpnia 1959 roku: Na miejscu przyszłej budowy pracują już trzy samochody-wywrotki oraz sprowadzona z odległej Łodzi koparka. Kilka miesięcy później ta sama gazeta donosiła także, że Społeczne Przedsiębiorstwo Budowlane wykończyło wszystkie mieszkania z rzadko notowaną starannością.  

        Pierwsze sukcesy spółdzielni motywowały do dalszej pracy i niebawem na placu przy Kołobrzeskiej wyrosły kolejne bloki, przybyło lokatorów. Ci, urządzając otrzymane „cztery kąty” mogli skorzystać z porad w aranżacji wnętrz, o czym donosił w styczniu 1962 roku „Głos Olsztyński”: Z pożyteczną inicjatywą wystąpiła ostatnio spółdzielnia mieszkaniowa „Pojezierze” organizując tzw. poradnię wnętrzarską (czynna raz w tygodniu). W określonych godzinach spółdzielcy mogą zasięgać u dyżurnego plastyka porad na temat urządzenia swoich mieszkań. Uruchomienie poradni spotkało się z dużym uznaniem spółdzielców.

Do końca 1962 roku spółdzielnia SM „Pojezierze” wybudowała łącznie dziewięć budynków mieszkalnych, w których zamieszkało około siedmiuset mieszkańców.

 fot. A. Wróblewska, W. Jasiński, archiwum spółdzielni

 

 

© 2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.