Środa, 20 września 2017, Eustachego, Filipiny, Faustyny

Co spółdzielnia to obyczaj

Pracownicy spółdzielni mogą wejść do mieszkania nawet pod nieobecność lokatora. Po godzinie 22.00 nie należy spłukiwać wody w toalecie, a na przestawienie pralki w łazience niejednokrotnie trzeba uzyskać zgodę wspólnoty mieszkaniowej.

Na szczęście nie u nas. Ani w Spółdzielni Mieszkaniowej „Pojezierze”, ani nawet w Polsce. Ostatnio medialna wrzawa wokół spółdzielni mieszkaniowych w Polsce trochę osłabła, ale i tak ciąży na nich społeczny stygmat niechęci. Co jakiś  czas słychać publiczne opinie nawołujące do likwidacji spółdzielni w ogóle, mimo że dobrze sobie  radzą z zarządzaniem swoim majątkiem, czego potwierdzeniem są zdobywane ogólnopolskie nagrody, jak choćby ostania przyznana SM „Pojezierze”.

Tymczasem spółdzielczość mieszkaniowa, która w Polsce boryka się jeszcze z negatywnym obiorem społecznym, w Szwecji jest zakorzeniona w mentalności obywateli. To nas mogą dziwić niektóre rozwiązania, które nasi północni sąsiedzi uważają za naturalne. Nie jest tajemnicą, że szwedzka polityka mieszkaniowa uznawana jest za najlepszą w Europie. W Szwecji istnieją  dwa rodzaje mieszkań: bostadrätt oraz hyresrätt. Oba są spółdzielcze, gdyż znanej z Polski instytucji mieszkań własnościowych w zasadzie nie ma.

Pierwsze z nich to mieszkania spółdzielcze z rodzajem wkładu mieszkaniowego, które adresowane są do osób lepiej sytuowanych. Drugie to mieszkania spółdzielcze przeznaczone na wynajem. Co istotne, wynajmującym jest w tym wypadku spółdzielnia. Priorytet w przydziale mieszkań spółdzielczych mają seniorzy i ludzie młodzi. Specjalnie dla nich zarezerwowana jest specjalna pula mieszkań. Rzadko się zdarza aby 20-latek mieszkał z rodzicami.

Mieszkanie spółdzielcze w Szwecji ma swoje zalety. Lokator nie  musi się martwić np. o remont lokalu w którym mieszka, gdyż leży to po stronie spółdzielni. Osobom niewtajemniczonym w panujące w Szwecji obyczaje może okazać się trudne do zaakceptowania to, że spółdzielnia dysponuje dodatkowym kompletem kluczy do mieszkań. Zapasowy klucz pozostający do dyspozycji pracowników spółdzielni jest zazwyczaj ukryty w małej skrzyneczce chronionej patentowym zamkiem od zewnętrznej strony każdych drzwi spółdzielczych mieszkań. Pracownicy spółdzielni mogą z niego skorzystać także pod nieobecność lokatora. Takie rozwiązanie jest tłumaczone ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi, które mogą wystąpić w mieszkaniu.

Co ciekawe czynsze za mieszkania typowo spółdzielcze są dużo wyższe, niż za te powiedzmy „własnościowe”. Przykładowo za 70 – metrowe mieszkanie może wynosić on w przeliczeniu na złotówki ok. 4 tys. zł. Oczywiście wysokość czynszów różnicuje lokalizacja mieszkań. Im bliżej centrum tym drożej.

Jednak niezależnie czy mieszkanie pochodzi z bostadrätt czy hyresrätt, i tak najważniejsze są wspólnoty mieszkaniowe. To one decydują, i to dosłownie, niemal o wszystkim.  Niektóre potrafią tak skutecznie zatruć życie, że co mniej spolegliwi lokatorzy decydują się nawet na zmianę mieszkania. Zakazy są czasem wręcz absurdalne. Zdarzają się wspólnoty, które zabraniają mieszkańcom spłukiwania wody w toalecie po godz. 22.00, bo szumiące rury zakłócają spokój innym. Problemem może się też okazać przestawienie pralki w łazience w inne miejsce niż mają sąsiedzi. Na to również potrzebna bywa zgoda wspólnoty. Wspólnota nie tylko udziela zgody na remont jaki jest planowany w mieszkaniu (nawet tym prawie własnościowym), ale też akceptuje bądź nie, plan przebudowy, żąda wglądu w dokumentację techniczną i wszystkie możliwe certyfikaty firmy remontowej.

Oczywiście wspólnota musi też zaakceptować  nowego lokatora. I nie jest to tylko formalność. Kandydat na mieszkańca jest wręcz prześwietlany pytaniami typu; gdzie pracuje, ile zarabia, skąd pochodzi, jaki tryb życia prowadzi itp. Jeżeli nie przejdzie weryfikacji wspólnoty, to nie będzie się mógł wprowadzić nawet jeśli otrzymał mieszkanie oczekując na nie kilka lat w kolejce.

© 2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.